Opowiadania erotyczne

Sprawa Pani Sao cz.2

0
(0)

Koszmar pani Sao rozpoczął się znacznie wcześniej, ale dopiero teraz zaczął mieć dla niej prawdziwe konsekwencje, które mogła odczuć na własnej skórze. Tak właściwie nie podejrzewała, że „porządkowi” kiedykolwiek spełnią swoje groźby; tak łatwo jest uwierzyć w swoją nietykalność, kiedy ma się pozycję, pieniądze i znajomych.

Przestała być nietykalna, kiedy nagle wpakowała się na ulicy na tego mężczyznę. Brutal… Założyła, że będzie zdolna omotać go swoją kobiecością, ale były to tylko czcze założenia, skończyło się tym, że szła nago pośród upału, śmiechów i poniżenia, a pozycję, pieniądze i znajomych diabli wzięli! Droga wydawała się dłużyć bez końca, obleśny facet prowadził ją chyba przez wszystkie zakamarki miasta. Z każdą chwilą była bardziej spocona, bardziej zmęczona i bardziej żałosna. Gubiła swoją dumę razem z potem i doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Może i była wredną suką, ale nigdy nie uważała się za idiotkę.

Może nie będzie potrzeby?

Budynek widziała już kilka razy w życiu; była tu kiedyś w ramach pozyskania przestrogi, co też ją czeka, jeśli się nie zmieni. Wtedy oprowadzał ją tzw. „mąż”, którego – nawiasem mówiąc – zdążyła od tego czasu puścić z torbami. I przyprawić rogi. I wkurzyć do bólu, stąd zapewne ta dzisiejsza sytuacja. W głowie jej się nie mieściło, że tak wygląda rzeczywistość. Zaraz, może tylko śni. Uszczypnęła się w pulchne udo i pokryta lepką warstewką skóra stanowiła doskonałe świadectwo realizmu tej właśnie rzeczywistości.

Pani Sao była już teraz bardziej niż pewna, że wszystko odwraca się do góry nogami i że przyjdzie jej z nawiązką zapłacić za niewinne kłamstewka, różne drobne intrygi, uwielbienie dla seksu, bogactwa i dobrego jedzenia. Zadrżała, stojąc nago przed dużymi drzwiami, które już wkrótce miały się za nią zamknąć. Na długo, choć całe szczęście, nie na zawsze.

***

Butch zostawił kobietę w poczekalni, nakazując jej nie zmieniać pozycji. Sam wypił w pośpiechu jakiś chłodzący napój z automatu i udał się do gabinetu szefa. Po drodze nie omieszkał jednak zajrzeć do kilku przybytków pełnego pięknych i mniej pięknych babek. Było ich tu sporo, zwłaszcza teraz, sezon na zdrady, przekręty i wszelkiego rodzaju wykroczenia trwał w najlepsze.

W budynku mieścił się teoretycznie zwykły burdel, to jest od strony ulicy głównej oznaczonej jako 1A. Załogę burdelu stanowiły urocze dziewczęta tak różne, że kręciło się w głowie od samej możliwości wyboru. We wnętrzu cały rok było bardzo ciepło, nawet za bardzo, więc wszystkie paradowały nago. Ich obowiązkiem było spełniać zachcianki klientów z zastrzeżeniem, że żaden napaleniec nie zrobi im krzywdy; chodziły więc po korytarzach i kręciły biodrami, licząc na miłe słówka i pełen uniesień seks w wybranej pozycji lub w wielu wybranych pozycjach. Były tu i ciemnoskóre wyniosłe dziewoje rosłe jak palmy, i małe egzotyczne dziewczątka wyglądające jak dwunastolatki, i rude tubylczynie, i słodkie blondynki, do wyboru – do koloru. Butch lubił je, ale rzadko przebywał w tej części gmachu. Pełnił nieco inną rolę i przez dziewczęta uważany był za brudasa. Cóż, stanowiły klasę dziwek samą w sobie i momenty, kiedy mógł tę lub inną klepnąć albo uszczypnąć mężczyzna uważał za wyjątkowo udane.

Druga część tworzyła specyficzny i jedyny w swoim rodzaju zakład karny. Nie każdy mógł tu wejść i nie każdy chciał, bo trzon obsługi stanowiły tu kobiety raczej dojrzałe i niekoniecznie ładne w powszechnym tego słowa znaczeniu. Szef jakiś czas temu zaczął tu ściągać wszelkie „lachony, którym się w głowach poprzewracało” i które miały na sumieniu różnego rodzaju wyskoki, ale prawo było wobec nich bezsilne. Wpływowe suki, jak twierdził szef, od wszelakich kar mogły wykpić się znajomościami. On miał jednak największe znajomości i tylko taki problem, że pozbawione jakichkolwiek zazębień z wymiarem prawa. Poradził sobie jednak, tworząc to właśnie miejsce, które spełniało pokładane w nim nadzieje. Dziwki i kurwy notorycznie zdradzające mężów, przepuszczające fortunę na pierdoły, nie dbające o dzieci i rodziców, kłamliwe, puszczalskie i inne opuszczały przybytek potulne jak baranki.

Gabinet szefa znajdował się naprzeciwko wejścia do części 1B.

– Mam ją – oświadczył Butch po zameldowaniu.

– Super, świetna robota.

– Jaki program?

– Myślę, że standardowy – zarządził szef. – Zobaczymy się później, na razie wykonaj procedury wstępne i przekaż ją do działu przygotowującego. Jeśli masz ochotę hmmm… poruchać, nie rób sobie problemu, z pewnością jest przyzwyczajona.

– O tak, aż za bardzo – mruknął Butch.

– Jutro mamy sobotę, więc pewnie nie będziemy wdrażać jej do harmonogramu. Niech sobie jutro i w niedzielę poobserwuje i trochę posłuży, oczywiście standardowo – z tego co wiem jest dość nieokrzesana, więc powierzam tobie zadanie zapoznania jej z tutejszymi realiami. Od poniedziałku zacznie jako jedna z naszych. Akurat będzie szesnaście do kompletu.

Butch opuścił pomieszczenie ucieszony, zacierając ręce z powodu ogarniającej go satysfakcji.

***

Pani Sao czekała cierpliwie, bo w końcu nie miała innego wyjścia. Ponury nastrój wnętrza, do którego ją wprowadzono, wywołał u niej nawet potrzebę zrobienia pośpiesznego rachunku sumienia. Było tam sporo przewinień, jakie dało się pojedynczo klasyfikować jako dość drobne, zazwyczaj też każde miało całkiem sporo przyczyn. Ale… kobieta wiedziała, że obecna sytuacja jest nie do ominięcia, nie teraz, kiedy sprawy zaszły tak daleko. Mogła próbować uciekać, kopnąć tego faceta w jaja, wsadzić mu palce do oczu. Wiedziała jednak, że za kilka godzin od tego byłaby wydalona poza granice kraju i wszystko skończyłoby się, definitywnie. Tutaj wystarczyło jedynie pobyć w „bordello” jakiś czas (nie powiedzieli jeszcze, ile jej wyznaczą) i później wrócić do normalnego życia. W sumie było jej wszystko jedno. Lubiła ostry seks i mężczyzn, zwłaszcza dużych, którzy byli w stanie ją zaspokoić. Owszem, czuła się trochę wytrącona z równowagi, szczególnie sposobem dostarczenia jej tutaj – te ludzkie pogardliwe spojrzenia… Nie ona jednak pierwsza i nie ostatnia, bo kobiety z miasta często się puszczały i nie tylko pod kołderkami.

Drgnęła, słysząc głośne kroki. W tej chwili nie była w stanie już myśleć tak chłodno, jak jeszcze przed paroma chwilami, była spanikowana, przerażona i totalnie zawstydzona.

– Chodź – powiedział ten obleśny facet, wyłaniając się zza rogu.

Musiała znów ruszyć przed nim, wydawał jej krótkie, szczekliwe polecenia i klepał w pośladki. Mocno. Była pewna, że ma już tam z tyłu dokładnie odbite jego krótko-palczaste dłonie. Przeszli parę metrów totalnie pustym korytarzem, a potem minęli większy hall, pełen zupełnie nagich dziewczyn. Pani Sao westchnęła, bo były to piękne, bardzo atrakcyjne dziewczyny, w dodatku porozkładane tu i ówdzie w efektownych i wyzywających pozach. Kobieta poczuła się tłusta i brzydka, co przekonało ją, że było to kolejne przemyślane posunięcie jej porywacza.

Hall skończył się i następnie weszli do dość wąskiej i obskurnie wyglądającej klitki, ale było to pierwsze wrażenie. Kobieta zerknęła w górę i zobaczyła różnego rodzaju przewody, a nawet coś w rodzaju kamery, ale została skarcona i patrzyła już tylko przed siebie. Kolejne pomieszczenie, tym razem większe, pełne dziwnych mebli-nie mebli, wyścielone czymś miękkim, jakby gumowatym dywanem.

Z tyłu rozległy się kroki i pani Sao wiedziała, że w ich kierunku idzie przynajmniej dwóch facetów. Kiedy podeszli, faktycznie okazało się, że jest ich dwóch. Jeden wyższy, z dość tępą twarzą, średniej budowy i bardzo młody – może dopiero niedawno osiągnął dojrzałość. Drugi nosił pretensjonalną fryzurę „na Elvisa” i miał szerokie ramiona w całości pokryte tatuażami.

Wcześniej będąc jak sparaliżowana, teraz poczuła wyjątkową ochotę do ucieczki. Nie dostała jednak do tego możliwości; zmusili ją do uklęknięcia na podłodze, a potem wszyscy trzej zsunęli spodnie. Żaden nie dysponował szczególnie imponującym przyrodzeniem, ale pani Sao zauważyła, że członek Butcha jest bardzo gruby, a tego młodego człowieka dumnie wznosi się na końcu. Chociaż się wzbraniała, już po chwili czuła to wzniesienie w gardle, a na brodzie obijające się oraz mocno owłosione jaja. Choć była doświadczona w sprawianiu przyjemności mężczyznom, narzucone przez młokosa tempo było nie do wytrzymania na dłuższą metę i kobieta szybko zaczęła się krztusić. Bardzo poniżający był fakt, że chłopak mógłby być w wieku jej syna, gdyby oczywiście takowego miała. Dwaj pozostali mocno masowali swoje fiuty i rzucali niewybredne komentarze, po których pani Sao czuła się coraz bardziej poniżona i dziwnie napięta gdzieś głęboko w jej wnętrzu.

– To takie przywitanie – powiedział Butch, kiedy młody i napalony osobnik właśnie tryskał w gardło kobiety. Próbowała się wyrwać, ale nie miała najmniejszych szans. – Później się przyzwyczaisz, dziwko, po to tu właśnie jesteś, żeby się dowiedzieć, jaka jest twoja pieprzona rola, tfu. Teraz ja.

Bez możliwości odpoczynku pani Sao otrzymała do ust kolejnego członka. Butch mocno chwycił ją za włosy, aż rozpłakała się z bólu, braku powietrza i obecności grubego gościa w jamie ustnej. Był bardzo podniecony i wszystko nie trwało długo, za chwilę kobieta musiała połknąć kolejny ładunek – gorzkiej – spermy. Rzadko kiedy połykała, uważała, że jest na to zbyt dumna, teraz nie miała jak protestować.

Ostatni facet chyba był lekko na bakier z higieną, gdyż jego średniej wielkości organ nie pachniał najpiękniej i pani Sao po pierwszym z nim kontakcie po prostu zwymiotowała.

– Ty brudna suko! – ryknął facet i uderzył ją w twarz. Potem po prostu nadział jej usta na swojego członka, nie zważając na resztki wymiocin i całkiem sporą ilość śliny. Najwyraźniej sprawiało mu to przyjemność, bo jęczał głucho, poruszając na prawo i lewo głową pani Sao. – Chrzest bojowy- rechotał facet, wtórując Butchowi. Gdy w końcu trysnął i puścił kobietę, upadła bezwładnie na podłogę, wyglądając naprawdę żałośnie.

Mężczyźni udali się do wyjścia, mamrocząc coś jeszcze o procedurach wstępnych. Pani Sao zadrżała, myśląc o kolejnych dniach spędzonych tutaj. Drzwi trzasnęły, co oznaczało możliwość przynajmniej chwilowego wytchnienia. Ciekawe, jak długiego?

Kobieta podniosła się i na drżących nogach podeszła do jednego z dziwnie wyglądających mebli z nadzieją na choć chwilowy odpoczynek.

C.D.N.

Jak Ci się podobało?

Kliknij na gwiazdki żeby ocenić!

Ocena 0 / 5. Liczba głosów: 0

Jeszcze nikt nie ocenił

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *